czwartek, 22 grudnia 2016

Kronika Ciemności - ROZDZIAŁ 12

Wesołych Świąt, kochani! 
___________________________________________________________________________________

Córka Śmierci
Kronika Ciemności
        

ROZDZIAŁ 12


"Gdy ciemność nadejdzie tylko nieliczni zrozumieją, czym naprawdę jest poświęcenie.
Wielu nigdy tego nie pojmie."
Oraculum


- Mogę się tym zająć - szepnęła zimno Rosemary. 
Śmierć przyjrzał się jej bystrymi oczyma. Przed sobą miał swoją własną córkę, którą, tak samo mocno jak kochał, tak i się obwiał.  Może nie teraz, ale przecież nie tak dawno... od zawsze trzymało go przeczucie, co mała Rose może mieć w sobie, jaką niszczycielską potęgę skrywać, dlatego kiedy już wygrała z tym wszystkim, nie mógł być pewnym, że na dobre. A jak to mówią - lepiej być przygotowanym na wszystko. 
Pokiwał przecząco głową, wiedząc, że miała na myśli czającego się w pobliżu demona. 
- Jestem potężna - przyznała przed nim i jakby na potwierdzenie swych słów w powietrzu zapulsowała ciemność, ciemność dobrze znana Śmierci. 
-Wiem - odparł. - I właśnie dlatego lepiej żebyś tego nie robiła. Nie teraz, jeszcze nie teraz... 
Rosemary - zdawało się - pojęła obawy ojca. Nic więcej nie powiedziała, ale Śmierć wiedział, że co rusz spogląda w stronę okna. 
W oczach jej dostrzec można było mrok. Ten mrok także był znany Śmierci. 
*** 
Nathaniel dostosował się do poleceń przyjaciela - siedząc na pobliskim krześle, przemywał mokrą szmatą spocone ciało Lucy. Andear wtenczas krzątał się po pokoju i ścierał zeschniętą krew ze ściany, co szczerze mówiąc, szło mu dość opornie. 
- Wydajesz się być w lepszym stanie niż wcześniej - zauważył kątem oka Nathaniel, dalej jednak robiąc zimne okłady kobiecie. Czasem także leżącej tuż obok Anabel, która wyglądała jeszcze bladziej niż ta druga. I naprawdę zaczynało niepokoić to łowcę. 
- To zasługa Anabel, jak już mówiłem, obdarowała mnie swoją energią. Można powiedzieć, że na chwilę obecną jestem jak nowo narodzony. 
Nathaniel parsknął sucho. 
- Tak? To dlaczego nie użyjesz zaklęcia by zmyć tę plamę? - zapytał, zerkając na powstającego z klęczek Andeara, który wyglądał na pokonanego. Plama jak tkwiła, tak tkwiła dalej, tylko jeszcze bardziej rozmazana. 
- No, może przesadziłem z tym nowo narodzonym. Powiedzmy, że czuję się całkiem dobrze - oświadczył, podchodząc do blondyna z grymasem na twarzy. 
- Nie na tyle jednak, by rzucać zaklęcia. - Andear stwierdził, że lepiej pozostawić to bez komentarza, w szczególności, iż Nathaniel miał racje; faktycznie nie miał dość siły, aby móc babrać się w magii. Lucy wycisnęła z niego resztki mocy, choć jego ciało zdawało się tego nie odczuwać. Na pozór. Był pewien, że już wkrótce poczuje tego negatywne, bardzo bolesne skutki. I chyba będą musieli trochę przeczekać nim ponownie zachcą się zabrać za zdejmowanie jakichkolwiek klątw. Tym bardziej, że mieli zamiar naruszyć jedno z potężniejszych zaklęć. Samo pieprzone milczenie. 
Jak na razie Adear i tak uważał ściągnięcie z Lucy pętli za ogromny sukces, przede wszystkim, dlatego że, jakby nie patrzeć, wszyscy przeżyli. 
Przy kolejnym zadaniu może nie być tak kolorowo. Myśl ta nie była pocieszająca. Andear stwierdził, że lepiej będzie dla wszystkich, gdy nie podzieli się nią z blondwłosym przyjacielem.
Nagły przygłuchy głos Nathaniela przywrócił go do świata żywych. Zorientował się, że ten zadał mu właśnie jakieś pytanie. 
- Mówiłeś coś?
- Pytałem czy to normalne, że jest taka blada.
Andear w oka mgnieniu skierował swoje spojrzenie na leżącą Anabel. Jej powieki były lekko przymknięte, przez co można było zobaczyć spod nich niebieskie, nieruchome tęczówki. Twarz kobiety pozostawała niezdrowo blada, a usta spierzchnięte. Krwi mag nie dostrzegł zapewne dlatego, że Nathaniel dokładnie obmył czarodziejkę. 
- Tak, tak - odparł szybko Andear, wciąż jednak jakiś niespokojny, jakby dalej zmagał się ze swoimi myślami. Nathanielowi nie umknęło to uwadze - To normalne. Śpi, umysł jej śpi, odpoczywa. Kilka godzin i powinna być jak nowa - wyjaśnił jeszcze. 
Coś jednak chciał dodać. Jakieś słowo, może zdanie, miało wyjść z jego ust. Nathaniel domyślił się tego, ale nie wiedzieć czemu, nie zadał kolejnego pytania. Może, przyszło do głowy Anderowi, nie chciał wiedzieć. Może, było lepiej, gdy udawali, że nie wie co jest na rzeczy. Może...
- Więc, teraz to ty idziesz na spoczynek, przyjacielu. W takim stanie nawet ty nic tu nie zdziałasz. - Nathaniel mówiąc to, poklepał go delikatnie, w geście zachęcenia, w plecy. 
- Oh... niech mi Bóg wybaczy, ale muszę się z tobą zgodzić. Ten jeden jedyny raz. 
Nathaniel wolał się nie sprzeczać co do tego jednego razu, choć jeżeli pamięć go nie myliła to Andear wierutnie go w tym momencie okłamał. Było więcej takich razy, o wiele więcej. Niemniej przemilczał to. Na jego usta jednak i tak wypłynął uśmiech. 
Andear odwzajemnił go, wychodząc z pomieszczenia. Gdy zniknął za drzwiami od razu z twarzy Łowcy starł się uśmiech. Zielone oczy nabrały burzowego odcienia. 
Od kilku godzin Nathaniel miał wątpliwości, miał wątpliwości czy aby na pewno było warto tak się poświęcać. Wiedział przecież czym jego przyjaciele mogą przypłacić. Własnym życiem. Miał tego świadomość, nie był przecież naiwny - niedomówienia, dziwne spojrzenia. Naprawdę łatwo to było odgadnąć. Pytanie tylko co zrobi jeżeli jednak Andear zawiedzie. Czy sam jest gotów za informację pożegnać się z nimi?
Jego dłoń ze szmatką ponownie zetknęła się z gładką skórą Anabel. 
Delikatnie przemyła czoło, a potem nos, poliki, spierzchnięte usta. Dokładnie obrysowała złotego motylka, runę, która uświadamiała kim kobieta była tak naprawdę. 
Ten motyl sprawił, że Nathaniel odpowiedział na zadane sobie pytanie. Nie był gotów i nigdy nie będzie, ale jeżeli świat umiera, jeżeli coś ich wszystkich całkowicie wyniszczy, jeszcze bardziej sobie nie wybaczy. Z doświadczenia wiedział, że były gorsze rzeczy od śmierci. 
Oni także mieli tego świadomość. Także, a może nawet bardziej, pojmowali czyhające w cieniu zagrożenie. I Nathaniel rozumiał czemu właśnie oni zostali przez niego wybrani na przyjaciół. Dlatego, że wbrew pozorom walczyli o coś co od początku było zdane na niepowodzenie - o lepszy świat. Mimo tego i on, i oni nie zrezygnowali. 
Mógł ich powstrzymywać, mógŁ próbować, ale by nie wygrał. Jeżeli zdecydowali się przerwać Pętle to właśnie uczynią. Był tego pewien. 
- Śpi, umysł jej śpi, odpoczywa. Kilka godzin i powinna być jak nowa - przypomniał sobie Nathaniel, a potem sam dodał: - ale za drugim razem może się już nie obudzić. 
To chciałeś mi powiedzieć, przyjacielu?
To nie przeszło ci przez usta?
Wiem. I wbrew temu co myślisz, rozumiem. 

***
Odpoczywali przez kilka tygodni. Chociaż czas ponaglał, nic nie mogli przyspieszyć. Anabel już dawno się przebudziła, od razu spoglądając przez okno czy czasem nie zostali wytropieni przez magów. Potem robiła to codziennie. 
Nathaniel i Andear się nie dziwili, niemożliwym wydawało się przecież, że odpuszczono im wszystkie przewinienia, których dokonali. Niemożliwym było by Najwyższy odpuścił. 
Kolejną nieprzyjemnością okazała się być sama Lucy, która prawie w ogóle się nie przebudzała, a jeżeli to tylko po to by wypowiedzieć dla nikogo niezrozumiałe słowa i ponownie oddać się w objęcia Morfeusza. Majaczyła. 
Jej stan nie zdawał się poprawiać, jednak pewnego dnia, w końcu ujrzała jasność, a jej umysł na nowo się przebudził. 
Żaden jednak z magów i nawet Łowca nie umieli powiedzieć, kiedy to dokładnie było - stracili poczucie czasu, zamknięci w białym domu o białych ścianach tkwili tak nie odliczając dni tylko patrząc przez szklane okna na świat im znany, jednak teraz stojący daleko i nieosiągalny. Właśnie tak ujęła to Anabel, gdy Andear spytał o czym tak ostatnio rozmyśla. 
Tego dnia z nieba spadł pierwszy płatek śniegu - za nim natomiast kolejne. 
- Pada - oświadczyła z rana Anabel wyglądając przez okno. - Nawet zapomniałam, że to już zima. Była jesień, gdy to wszystko się zaczęło. 
- Zaczęło się już dawniej, ale ciebie o tym niepoinformowano - uściślił Andear, jak zwykle, nie mogąc się powstrzymać. Wrogi wzrok kobiety wyraźnie mówił co na ten temat myśli ona sama. 
Wszyscy we trójkę siedzieli w kuchni i pili magicznie przyrządzoną herbatę. Nathaniel wprawdzie nie pochwalał takiego podejścia do sprawy, ale Anabel jasno i wyraźnie powiedziała, że albo sam sobie łaskawie przygotuje normalną herbatę, ale ma się wypchać. Znaczy, oczywiście dodała do tego jeszcze kilka innych barwnych epitetów... Nathaniel wolał tego nie rozgrzebywać. 
- Głowa mnie boli - w pewnym momencie oświadczył Andear, który od kilku dobrych chwili zapatrzony był w zimowy krajobraz zza okna. Przyjaciele posłali mu zdziwione spojrzenie. 
- To chyba nic dziwnego? - zapytał Nathaniel. 
Andear westchnął. Zaraz potem przeniósł swoje fioletowe spojrzenie na łowcę. 
- Niby tak, ale mam dziwne przeczucie, że to nie jest zwy... kły... bó... l... 

Otworzył oczy. Wokół niego panowała dziwna pustka, tylko nieprzyjemna mgła go otulała. Gdyby zmrużył oczy mógłby zobaczyć za nią malownicze wzgórza. 
Było zimno, stwierdził, ale nie na tyle by zaczął się trząść. Było to zimno nieprzyjemne, jednocześnie dziwnie pokrzepiające. Andear nie mógł tego wyjaśnić. 
- Gdzie jestem? - Dopiero po chwili zrozumiał, że to on sam zadał pytanie. I sam uzyskał na nie odpowiedzieć - był w swojej własnej głowie. A ktoś prawdopodobnie pragnął się do niej dostać. Andear już chciał postawić trwałe bariery, jeszcze mocniejsze niż te poprzednie, gdy usłyszał znajomy głos:
- Andear! 
W tej samej chwili zaprzestał jakiejkolwiek czynności i oniemiały spoglądał na przenikającą przez mgłę postać. 
Owa postać była odziana w srebrną, lśniącą szatę, która niczym zaklęta poruszała się w rytm kobiecych kroków, a przecież wiatr nie wiał. Było zupełnie cicho, nieruchomo. Nawet nieliczne drzewa trwały tak nieporuszone i czekające. 
Stanęła przed nim. Czarne długie włosy, drapieżne oczy, wąskie usta. Wszystko to było mu znajome, bardzo znajome. 
- Niemożliwe - szepnął i w tym samym momencie tuż obok niej pojawiła się kolejna osoba. 
- Niemożliwe - ponowił, przyglądając się oszpeconemu na twarzy mężczyźnie. To właśnie on zaśmiał się kpiąco na jego słowa. 
- Nie cieszysz się, że nas widzisz, przyjacielu? - zapytała Miria. - Myślałam, że powitasz nas bardziej wylewnie. 
- Ale jak...? - zaczął. 
Jarleu z Mirą wymienili spojrzenia. 
- W sumie to dość zabawne, ale właśnie dzięki temu kto nas usunął - odparła kobieta, na której twarzy nie gościł żaden uśmiech. A jedynie wrogość. 
- Najwyższy - domyślił się Andear. Nie trwało długo nim zapytał: 
- Dlaczego?
Nie musiał wyjaśniać o co mu chodzi. Ta dwójka wiedziała to najlepiej. 
- Oh... właściwie przez ciebie. Przez ciebie i Anabel, swoją drogą co u niej?, Najwyższy musiał najszybciej zadecydować kto zasiądzie na wasze miejsca. Ale był na tyle sprytny by wymyślić, żeby przywrócić zdegradowanych magów, dać przykład innym jaki to bardzo litościwi jest, a zarazem na naszym przykładzie pokazać czym się kończy nieposłuszeństwo. Zostaliśmy przywróceni, ale nie w pełni, ma nad nami władzę. Obiecał wolność, złudną wolność jak się domyślasz, za nasze oddanie. Naprawdę nie dał nam wyboru. 
- Bynajmniej. Tak mu się zdaje - dodał Jarleu. Kącik jego ust wygiął się ku górze. Oczy niebezpiecznie zabłyszczały. Rodzeństwo za jego czasów było szalone, a teraz, po kilkudziesięciu latach w zamknięciu bez mocy, wolał nie wiedzieć jak bardzo zemsta ich  owładnęła. 
- Nie jesteśmy pełnoprawnymi magami, nie odzyskaliśmy znamion i pewnie Najwyższy nigdy nam ich nie przywróci, ale mimo to...
- ...jesteście potężni - dokończył za Mirię Andear. Pokiwał w zrozumieniu głową. 
On sam najlepiej był tego świadom. Miria i Jarleu, co by nie mówić, byli od niego o wiele lat starsi, może nawet doganiali samego Najwyższego. Nic dziwnego, że władali taką mocą, o której nawet Andearowi się nie śniło. 
- Co w takim razie zamierzacie? - w końcu zapytał. 
- Dowiesz się, ale nie tutaj. Musimy się spotkać. Najwyższy nadal was poszukuje i myślimy, że jest blisko. Poszukuje czaru tropiącego, którego niegdyś przed nim ukryliśmy - odparł Jarleu. 
- W końcu się dowie, że to nasza sprawka - rzekła Miria. 
- To dlatego zdołaliście wejść do mojego umysłu... 
- Tak, to właśnie ten czar - oświadczyła z bezczelnym uśmiechem Miria. - A teraz wybacz, ale musimy się zbierać. Twój umysł to nie jest wbrew pozorom bezpieczne miejsce. 
- Poczekajcie - powstrzymał ich Andear, gdy już zamierzali zniknąć we mgle - jak działa to zaklęcie? 
Ponownie Miria z Jarleu wymienili spojrzenia między sobą. 
- To nie jest bezpośredni czar namierzający. Takie można nałożyć tylko wcześniej, dlatego Najwyższy głowi się jak was dopaść, szczególnie, że ty nie jesteś byle jakim czarodziejem. Zakazane księgi, to właśnie stąd pochodzi. Wyrwaliśmy jedną stronicę z tym zaklęciem. 
Andear na to oświadczenie zdziwił się. Czarna magia, wiedział, że to mu chciała przekazać kobieta. 
- Nie może jednak ten czar powiedzieć, gdzie się znajdujesz. Może przeniknąć twój umysł, tak jak my to zrobiliśmy. 
- Ty sam musiałbyś nam powiedzieć - dodał grobowym tonem Jarleu. I Andear już wiedział o co dokładnie chodziło. 
To właściwie nie było zaklęcie tropiące, w tych celach stosowane, owszem, ale opracowane z myślą o magii umysłowej. Niegdyś czarodzieje często używali takich zaklęć, by wydobywać informację z wroga. Nie miał się co łudzić więc, że ten proces będzie bezbolesny. Gdy Najwyższy także przejdzie przez bariery i znajdzie się w jego umyśle zacznie go torturować, by wyjawił miejsce swojego pobytu. 
- Jest szansa jednak, że się nie przebije przez twoje bariery. - Z pewnością Miria chciała go podnieść na duchu. Nie wyszło jej, dobrze wiedzieli przecież, że skoro sami się przedostali z namiastką mocy... Najwyższy może go wykończyć. 
- Oby zrozumienie przyszło do niego jak najpóźniej - sucho stwierdził. 
Po tych słowach Miria się już nie oglądała - jej srebrna szata zalśniła we mgle i wraz z nią, znikła. Tylko Jarleu postawił jeden krok, by zaraz potem przystanąć. 
- Pozdrów moją córkę - szepnął. W tej samej chwili i on i cała przestrzeń zadrżała. Następnie była ciemność. I cisza. 




3 komentarze:

  1. Witaj! Właśnie przeczytałam całego twojego bloga. Muszę przyznać, że ta opowieść bardzo mi się podoba - ma niepowtarzalny klimat, wyrazistych bohaterów i coś, czego brakuje na większości blogów - fabułę. Podoba mi się język, którym się posługujesz - od razu widać, że umiesz pisać i że jest to talent wrodzony.
    Wkradło mi się jednak parę błędów. Czasami źle odmieniasz wyrazy i zapominasz o przecinkach, momentami też można pogubić się w dialogach. Nie wymaga to wiele pracy, ale jednak. Jeśli potrzebujesz w związku z tym pomocy - zapraszam tutaj https://twoj-redaktor.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe 12 rozdzialow. Cudowne, intrygujące, ciekawe. Dużo epitetów mogłabym napisać ale sama wiesz jakie to jest dobre a przynajmniej mam taką nadzieję bo robisz dużo dobrej roboty. Z chęcią bym przeczytała książkę twojego autorstwa bo piszesz bardzo ciekawie. Aczkolwiek pisz pisz i jeszcze raz pisz dziewczyno bo masz dar ktorego nie wolno zmarnować. Powodzenia ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję ;) To wiele dla mnie znaczy, szczególnie, że już myślałam, iż nikt tutaj nie zagląda.
      Szczerze mówiąc, to właśnie skończyłam jedną książkę i myślę nad jej wydaniem. Ale to się jeszcze zobaczy.
      Co do Córki Śmierci jestem pewna, że w końcu ją skończę. Prawdopodobnie jeszcze tego lata, ponieważ nie lubię jak coś mi zalega na folderze. Więc publikacja znowu ruszy, ale tym razem sądzę, że w końcu doczeka się finału.
      Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa ^^

      Usuń